rss
5 osób online
Wspieramy twórców niepełnosprawnych
artykuły
2010-03-05
Zgłoś swój film na VI FFKN Filmowa Góra 2010

Dodany przez Grupa filmowagora

Niespełna 100 dni mają filmowcy niezależni na zgłoszenie swojego udziału do 6. Festiwalu Filmowego Kino Niezależne Filmowa Góra 2010. Termin nadsyłania fil...
2010-03-04
Filmowa Góra i OKFA podpisały umowę partnerską

Dodany przez Grupa filmowagora

01 marca umowę partnerską podpisali dyrektor Festiwalu Filmowego Kino Niezależne „Filmowa Góra” Bruno Aleksander Kieć i Jadwiga Kujawińska dyre...
2010-02-24
ProductionFilm

Dodany przez Grupa FILM_Production

Witamy Zapraszamy artystów / aktorów do naszej grupy filmowej "ProductionFilm", gdzie tworzymy bazę aktorów do naszych produkcji ...
2010-02-16
VI FFKN Filmowa Góra w blokach startowych

Dodany przez Grupa filmowagora

Pożegnanie karnawału to idealny moment, by zegar Filmowej Góry wybił czas Nowego Roku według festiwalowego kalendarza. W środę 17 lutego, w Klubie 4 R&oacu...
Filmożercy skonsumują 8 w Poziomie i Grzegorza Lipca

Dodany przez Grupa filmowagora

Filmożarcie - D.K.F., Klub 4 Róże dla Lucienne, środa 7 lutego, 18.30, wstęp wolny; Podczas najbliższego Filmożarcia - Dni Kosumpcji Filmowych pożegnam...
artykuł
Filmożercy przesłuchują autora Mama Tata Bóg i Szatan
Dodany przez Grupa filmowagora
2010-01-14
"Filmożarcie - Dni Konsumpcji Filmowych" to cykl spotkań okołofestiwalowych FFKN Filmowa Góra.  Na jednym z nich zaprezentowano film głównego laureata V-ej edycji Filmowej Góry, z powodu choroby zabrakło jednak samego reżysera. "Mama, Tata, Bóg i Szatan" odbił swoje piętno na co najmniej kilku festiwalach w ubiegłym roku, silnie też poruszył zebraną publiczność „Filmożarcia” pozostawiając niedosyt dyskusji o filmie z samym reżyserem. Tak oto narodziła się idea "multimedialnego wywiadu".
Reżyser odpowiedział na pytania widzów Filmowej Góry i  filmożerców zebrane podczas spotkania i nadesłane mailowo.

Filmowa Góra - Jakie były Twoje pierwsze kroki w świat filmu?
Paweł Jóźwiak-Rodan - Mój tata w 1990 roku kupił kamerę VHS na duże kasety. Nie było łatwo wówczas dostać taki sprzęt, pamiętam, że jeździł po Pewexach w całej Polsce i w końcu musiał dać w łapę dolary, żeby Pan wyciągnął wielką walizę z kamerą zza lady (...) Gdy kamera już była ojciec nagrywał głównie uroczystości rodzinne. Często brałem tę kamerę – na uroczystościach jest wiele ujęć z „żabiej” perspektywy, z perspektywy małego dzieciaka (...) Potem, gdy miałem 10 lat razem z kolegami kręciliśmy swoje własne filmy (ojciec nie chciał jej dawać dzieciakom, bo bał się, że popsujemy, więc czasem po kryjomu ją braliśmy – był to nie lada wyczyn, bo to była wielka, ciężka kamera – na standardowe duże kasety VHS, a nie te małe). Głównie były to filmy karate, inspirowane kinem azjatyckim, ja głównie byłem ninja i chciałem znikać na filmach (wymyśliliśmy nawet trick „znikania” – taki montaż, że wyłączasz kamerę i kręcisz puste miejsce i potem to wygląda jakbyś zniknął). Jest wiele filmów, gdzie jako gruby dzieciak biłem się z moim przyjacielem Piotrkiem, a kamera stała na statywie. Strzelaniny, ucieczki, pościgi. Zabawa była przednia, choć raczej zero fabuły... Moje pierwsze kroki w filmie były zatem zabawą.

F.G. - Złożyłeś ze znajomymi Fundację, która zajmuje się wydawaniem książek, płyt, komiksów, organizacją koncertów, wszelką promocją kultury. Powiedz coś więcej na ten temat.
P.J-R. - Tak to prawda, Fundacja Rozwoju Kultury PRZESTRZEŃ WYOBRAŹNI (przestrzenwyobrazni.pl) założyłem razem z moim przyjacielem (...) Wydaliśmy „Antologię komiksu NEMEZIS” o bogini Nemezis i jej wysłannikach, antologię twórczości przerażającej DANSE MACABRE, obie złożone z prac młodych nieznanych twórców, aby wspierać i odkrywać nowe talenty, zorganizowaliśmy dwa koncerty L. U. C, grę miejską WALK IN ŁÓDŹ, a w planach mamy bardzo duży festiwal muzyczno-filmowy kina skandynawskiego i muzyki skandynawskiej NORDLAND FESTIVAL, w którym jednym z elementów będzie konkurs na film według zasad Dogmy (Dogma Film Competition) – które to filmy przestały powstawać, chcemy to reaktywować.

F.G. - Twoje filmowe i życiowe autorytety?
P.J-R. - Z filmowych autorytetów to na pewno darzę sympatią reżyserów, którzy właśnie zaczynali od zabawy np. Spielberga i Tarantino. Wielkim autorytetem jest dla mnie Stanley Kubrick, podziwiam go za perfekcjonizm. (...) Połączeniem filmowego i życiowego autorytetu jest niewątpliwie Krzysztof Kieślowski – jako człowiek zastanawiał się nad sensem istnienia, próbował sięgać transcendencji i w filmach to widać.

F.G. - Czy potrafisz jednym tchem wymienić wszystkie nagrody jakie otrzymałeś za film „Mama, Tata...”? Która jest dla Ciebie najważniejsza i dlaczego?
P.J-R. - Nie potrafię... Nie jestem człowiekiem, który lubi karmić swoje ego, dopiero niedawno zrobiłem sobie półkę z nagrodami, a część statuetek dałem rodzicom...  Czasem patrzę na tę półkę i mówię sobie: to dopiero początek drogi, nie napawaj się tym, zrobiłeś jeden dobry film, zrób kolejny jeszcze lepszy, wtedy ta półka będzie coś znaczyć.

F.G. - Czy artysta nie zrzeszony w żadnym stowarzyszeniu, fundacji, bez wsparcia szkoły filmowej, ma dziś Twoim zdaniem szansę zaistnienia w kinie niezależnym?
P.J-R. - Był taki krytyk nie pamiętam nazwiska, który zapowiedział czasy w których każdy będzie artystą. Zasłynął z hasła „Każdy artystą”. Myślę, że te czasy nadeszły.

F.G. - Co w Twoim życiu prywatnym i tym stricte filmowym zmieniło się od tego filmu?
P.J-R. - Chyba wydoroślałem. Wcześniej byłem dużym dzieckiem, rozdartym pomiędzy rodziców, których słuchałem, film sprawił, że nabrałem dystansu do nich, że przestałem ich traktować jako tych co zawsze mają rację. No i nawróciłem się.

F.G. - Czy na potrzeby tego filmu nie byłeś zmuszony trochę przeinaczyć, wyminąć się z prawdą, wyciąć fragment z innego kontekstu, aby ten film był spójny i miał bardziej przejrzystą historię?
P.J-R. - Nie. Zależało mi na jak najbardziej obiektywnym spojrzeniu, na prawdzie. Dlatego miałem takie trudności przy realizacji, dlatego mówię o tym w filmie przed lustrem, chcę by widz wiedział, że niełatwo jest mierzyć się z prawdą, niełatwo zyskać dystans do własnego życia.

F.G. - Jaka była reakcja Twoich rodziców, kiedy obejrzeli ten film i czy w końcu udało ci się ich namówić, by obejrzeli go razem?
P.J-R. - Wzruszyli się. Mama dosłownie się popłakała, ojciec ukrywa to ale wciąż mówi, że to piękne zakończenie w którym zapraszam go, a on odmawia... Myślę, że po obejrzeniu oboje zrozumieli że tak naprawdę nie chcieli tego rozstania, oczywiście wprost się do tego nie przyznali, ale tak czuję. Że obydwoje zrozumieli swoje błędy. Choć na zewnątrz oczywiście tego nie okazali. Nie obejrzeli razem, ale wierzę, że kiedyś obejrzą.

F.G. - Jaką tematykę chcesz poruszać w swoich przyszłych filmach?
P.J-R. - Na pewno ze swojego życia. O miłości, nienawiści, zdradzie, kłamstwie, o tym co mnie dotknęło. Ale przede wszystkim chce robić filmy, które będą starały się zmieniać ludzi na lepsze. Wcześniej chciałem robić kino dla rozrywki, teraz by coś zmienić.

F.G. - Czy nie boisz się że teraz bardzo trudno będzie ci dogonić samego siebie? Jako autor 'Mama, Tata...” podniosłeś sobie niezwykle wysoką poprzeczkę. A widzowie są wymagający, czasem wręcz bezwzględni w swoich ocenach. Nie boisz się tego, że sam wpisałeś się w formę, której możesz już nie być w stanie wypełnić?
P.J-R. - Nie boję się, bo ten film to nie jest wszystko co miałem do powiedzenia. Poprzeczka jest wysoko, więc to mnie motywuje. A czy ją przeskoczę czas pokaże. Zobaczymy.


F.G. - Obecnie polskie kino niezależne, to jakby dwa nurty, nie rzadko zresztą ze sobą współpracujące; studenci szkół filmowych i pasjonaci, którzy sami dochodzą do wiedzy tworzenia filmu. Byłeś w ubiegłym roku na wielu festiwalch i miałeś okazję dobrze się przyjrzeć na czym stoi dziś polski off. Jakie widzisz wartości i wady tego nurtu?
P.J-R. - Lubię off ze względu na miłość do kina, jaką przejawiają twórcy i to widać w filmach. Cenię ich za pasję w tworzeniu, że widać, że robienie filmów sprawia im dużo frajdy. Dzięki temu te filmy są świeże nie przejmują się jakimiś zasadami, punktami zwrotnymi, twórcy offowi mają więcej swobody, bo nie przejmują się opinią wykładowców i przede wszystkim skupiają się na widzach, bo sami są widzami. Mam wrażenie czasem, że studenci szkół filmowych kiszą się we własnym sosie, że robią filmy tylko dla swojego środowiska, że przeciętny widz pewnych rzeczy by nie zauważył, ale student filmówki, czy wykładowca zauważy, więc trzeba zrezygnować np. z powiedzenia czegoś wprost, albo z jakiegoś banalnego rozwiązania, że robią film dla twórców i wykładowców, dla ludzi z branży, a nie dla widzów. W offie zatem jest więcej wolności.

F.G.- Co myślisz o polskich dziennikarzach filmowych?
P.J-R. - O wszystkich ludziach, którzy kochają kino myślę pozytywnie. Nie rozumiem trochę tego konfliktu między filmowcami a krytykami. Jedni i drudzy są przecież nawzajem sobie potrzebni.

F.G. - Jakiego pytania nie zadali Ci filmożercy a jakie byś chciał usłyszeć?
P.J-R. - Gdybym chciał jakieś pytanie usłyszeć miałbym na nie gotową odpowiedź, a ja wolę zaskoczenie i spontaniczne odpowiedzi. Tak było w tym przypadku – wiele pytań mnie zaskoczyło – i o to chodzi.

(pełen wywiad na www.filmowa-gora.pl)
opcje